Kiedy tańczę, łącze się z siecią życia. Nie tańczę w parach, tańczę sama w naturze. Nie powtarzam scen, nie mam prób i układów. Ruch się przejawia w danym momencie tym, co we mnie. Jest szczery, wypływa z źródła. 
Witam się z miejscem, dziękuje za jego przestrzeń i piękno. Odczuwam, jak przenika mnie jego energia. 

Tańczę boso. Wtedy otrzymuje uziemienie i energie z ciepłego ciała Matki Ziemi. Ruch wypływa z łona i serca. Kiedy energia tańca jest rozbudzona, jest płynna. Ciało ją wyraża spontanicznymi ruchami. Ten ruch nie męczy, on uzdrawia. Dotyka najczulszych punktów. Chociaż prowadzę warsztaty, terapie z tańcem spontanicznym, tańca nie uczę. Uczenie zabija organiczny ruch. To musi wypływać naturalnie, z indywidualnego, wewnętrznego rytmu i tylko wtedy jest pełne.

Podczas tańca z ciała uwalnia się hormon szczęścia, taniec roztapia bloki energetyczne w ciele. Uwalnia zakrzepy emocjonalne. Tańczę od najmłodszych lat, przeszłam przez wiele rodzajów tańca najgłębiej odczuwając i pozostając przy tańcu intuicyjnym. 
Pewnego dnia zeszłam ze sceny, gdyż odczułam, że nie chcę więcej tańczyć do ustalonych reguł grupy, wspólnych układów. Chcę, pragnę wyrażać swoją esencje nie planowanym, spontanicznym ruchem. Nie ukończyłam studiów tańca, nie otrzymałam dyplomu „tancerka”, przerwałam szkołę i wyruszyłam w podróż odnajdując radość i spełnienie tańcząc z morzem, lasem, oceanem, falami. Opowiadając historię swojego życia spontanicznymi ruchami ciała. 

Wchodzenie w przestrzeń tańca odbywa się po woli. Nie potrzebuję muzyki, najpiękniej tańczy się z ciszą, do dźwięków natury, do bitu swojego serca.